piątek, 16 sierpnia 2013

Omójbosze!!! Dziecko!!! To co Ty jesz?

Była sobie baba jedna,
Bardzo chciwa i niebiedna [...]


Raz w niedzielę za piec wlazła,
i buraczka tam znalazła,
hej buraczku chodź do garnka,
będzie z Ciebie barszczu miarka.


Któż nie pamięta tego wiersza? Kiedy byłam malutka mój tata często mi go czytał. Kiedyś umiałam go na pamięć, ale wiadomo... człowiek z wiekiem zapomina o tym, co dobre i pouczające. Wszyscy wiemy, że wierszyk opowiada o chciwej, skąpej babie, ale nie do tego chciałam nawiązać. A bardziej do tego, że chciwa baba, co w kuchni znalazła, to wykorzystała. 

Zawsze byłam inna. Nigdy nie byłam przeciętna. Całe życie zadaję pytania bo mam wątpliwości. Nigdy nie zrozumiem argumentu: tak trzeba bo... inni tak robią! Chcę wiedzieć - dlaczego? Tak jak chciałam wiedzieć, dlaczego nikt nie chciał zjeść barszczu, który ugotowała chciwa baba. Zawsze sobie powtarzam, że na świecie są dwa rodzaje charakterów- ja i cała reszta...



Odkąd przeszłam na wegetarianizm, ciągle jestem pytana o to, co w takim razie jem? Śmieszy mnie to pytanie, bo przecież warzywniaki pełne są dobrodziejstw, a mięso, to tylko mięso. Nie stałam się wegetarianką z powódek filozoficznych. Nie brzydzę się mięsem, aczkolwiek nigdy za nim nie przepadałam. Nie jestem weganką. Nadal jem ryby i jajka. Nie jem po prostu mięsa, mleka i jego produktów. Nie jem ich z przyczyn czysto fizjologicznych. Nie powiem teraz dlaczego, bo nie o tym jest ten artykuł. Artykuł jest natomiast odpowiedzią dla tych, którzy wegetarian uważają za dziwaków, choć według  mnie po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, jakie możliwości kulinarne tkwią w roślinach. 
Nie będę nikogo do wegetarianizmu namawiać, bo żeby na wegetarianizm lub weganizm przejść, trzeba się na żywności znać. Trzeba się też znać na fizjologii. W żadnym wypadku wegetarianizm, a już na pewno stricte weganizm, nie powinny być ot tak sobie "trendy" opcją dla dyletantów żywieniowych. Chociaż jak patrzę na niektórych i na to co potrafią niekiedy wyczarować z tego, co zalega im w lodówce, to myślę, że niektórzy ludzie, są chyba z natury roślinożercami i wykształcenia do tego nie potrzebują ;) I tak trochę odnajduję w sobie też coś z tej chciwej baby, która z wszystkiego co wynajdzie, coś wykombinuje.

Postanowiłam więc, że udokumentuję jeden zwykły dzień z mojego życia, tak aby wszystkie te niedowiarki zobaczyły, że jednak można. Jak więc wygląda taki mój niesamowity dzień?

Rano jest przede wszystkim woda. Przed śniadaniem wypijam 0,5l kubek ciepłej wody. Nie chełstem oczywiście, popijam ją jak przygotowuję śniadanie. Kto śledził moje początkowe artykuły, wie dlaczego. Kto nie czytał, informację znajdzie TU . Zerkam na stół. Z kosza na owoce uśmiecha się do mnie dojrzałe awokado :) Sięgam po nie bez namysłu. Obieram i wrzucam do blendera. Otwieram lodówkę i sięgam po garść rukoli. Ale tak mi jakoś smutno z samym zielonym kolorem, więc wyciągam słoik z papryką grillowaną w zalewie. Wyciągam jedną paprykę i wrzucam do blendera. Dodaję sól, pieprz i blenduję. Jest trochę rzadkie więc dodaję dużą garść nasion sezamu. Znów blenduję. Próbuję. Smak bajka. Biorę 4 kromki chleba razowego i grubo, naprawdę grubo smaruję. I tak jeszcze bym coś dodała. Sięgam do miski z własnymi małosolnym, wyciągam dwa ogóry i pojechałooooo!!! :) Na zdjęciu ewidentnie widać że pasta była testowana paluchem w trakcie ;)




Czas na lunch, który wstępnie wymyśliłam wieczór wcześniej, bo zostało mi ugotowanej białej kaszy gryczanej, i ugotowanej aldente fasolki szparagowej. Odkładam do miseczek i wstawiam do lodówki. Z lodówki wyciągam małą młodą cukinię i myślę, że nie chce mi się jej gotować. Kroję więc obieraczką na drobne plasterki, kroję też drobniutko kawałek papryki, mieszam razem z solą, pieprzem, poszatkowaną natką i bazylią, odrobiną rozdrobnionej cebuli, sokiem z cytryny, oliwą z oliwek, odrobiną musztardy i płatkami chilli. W takiej marynacie przechowuję to w lodówce przez noc. Rano dorzucam garść rukoli, fasolkę szparagową z kaszą gryczaną, które też czekały na mnie w lodówce, wkrajam 2 małosolne i dodaję kilka łyżek ugotowanej ciecierzycy ze słoika (którą sobie co jakiś czas przygotowuję). Wrzucam garść pestek dyni i garść pestek słonecznika. Wychodzi tego wielka, sycąca micha. Pakuję sałatkę w duże plastikowe pudło i zabieram do pracy. I kto powiedział, że sałatki są nudne?



Na drugie śniadanie i podwieczorek objadam się owocami. Różnymi , sezonowymi. Tego magicznego dnia mam ze sobą w pracy jakieś 250g śliwek i duże jabłko. Na podwieczorek miałam też ochotę coś schrupać, więc oprócz owoców sięgnęłam jeszcze po kilka wafli ryżowo-kukurydzianych (stricte naturalne, bez żadnych sztucznych dodatków i aromatów).

Na kolację mam gotową według mojego przepisu zupę z botwiny. Tak śmiesznie wyszło, w nawiązaniu do klimatu baby i buraka. Przepis znajdziecie TU Czasem z jajkiem, a czasem bez jajka. Zależy od dnia. Czasem jem miseczkę, czasem dwie... też zależy od dnia.



Na koniec dnia wypijam szklankę soku wyciśniętego z jabłek, gruszek, marchwi i selera naciowego. Sok wyciskam w mojej czadowej tłoczeniowej wyciskarce do warzyw i owoców.

I tak to wygląda. Można? Można.

A to mój "półtygodniowy" zapas owoców:



Inspiracje:
Macerowaną (marynowaną) cukinią zainspirowała mnie Ela, z jej cudnym blogiem kulinarnym: http://potrawypolgodzinne.blogspot.com/2012/07/cukinia-macerowana.html


5 komentarzy:

  1. az mi slinka pociekla:-) mniam

    OdpowiedzUsuń
  2. Biała kasza gryczana? A jak to smakuje?

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, o wiele smaczniejsza od prażonej. Prażonej nigdy nie lubiłam, a biała jest pyszna i delikatna. No i bardzo zdrowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd wiadomo czy twoje posiłki są dobrze skomponowane. Np czy jest odpowiednia ilość białka?
    I te wafle z kukurydzą... zły wybór, to są puste kalorie wytwarzane metodą ekstruzji. (http://ciekawostkizywnosciowe.blogspot.com/2012/07/jak-powstaja-wafle-ryzowe.html). A kukurydza w większości takich mieszanek jest GMO czyli ma zmienione białka, które doskonale się przyswajają i działają na człowieka jak chcą. Polecam:
    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/kukurydza-modyfikowana-genetycznie-moze-byc-bardziej-niebezpieczna-niz-wczesniej-sadzono

    http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/687339,Modyfikowana-genetycznie-kukurydza-rakotworcza

    I życzę powodzenia na nowej drodze życia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zalecana dzienne proporcja energii pochodzącej z białek to max 15%. Widzę w komentarzu chęć dochodzenia do źródeł więc polecam poszperanie ile białka występuje w produktach spożywczych. Co do wafli ryżowych dobrze jest znać źródło pochodzenia ich półproduktów. Ja skorzystałam z wafli kukurydzianych, do których użyto kukurydzy z upraw wolnych od GMO i certyfikowanych. Poza tym nie objadam się nimi i nie spożywam ich codziennie. To co może być najbardziej negatywne w tych waflach to fakt że mają wysoki IG, więc na pewno nie poleciłabym ich osobom z wysokim poziomem cukru lub insulinoopornością. Polecam sprawdzanie informacji na temat pochodzenia używanych surowców. Większość zwierząt hodowlanych jest aktualnie karmiona śrutą sojową pochodzącą z upraw GMO. Więc warto się czasem zastanowić czy lepszą przekąską będzie taki wafel czy kabanos. Co do bilansowania posiłków to warto przypomnieć, że w każdym kraju są inne normy na zapotrzebowanie na mikroskładniki w różnych grupach wiekowych więc normy polskie nie są dla mnie i mojej diety wyznacznikiem, bo zwyczajnie nie widzę w tym sensu. Tak jak nie widzę sensu w układaniu diet. Wg mnie trzeba przede wszystkim zmienić całokształt sposobu odżywiania. A co do GMO to małe sprostowanie- GMO nie zwiększa przyswajalności białek a jest aktualnie stosowane do ochrony syntazy EPSPS (która w roślinie nie modyfikowanej ulega zniszczeniu pod wpływem działania herbicydów)- enzymu odpowiadającego za cechy organolpetyczne rośliny, co umożliwia zachowanie smaku i zapachu rośliny przy maksymalnym rąbaniu jej herbicydami (głownie chodzi tu o hamujące działanie glifostatu). I w tym celu aktualnie głównie stosuje się GMO. Nie wiem czy wyjaśniłam to wystarczająco logicznie. Ale cieszę się, że ludzie ogólnie mają pojęcie o tym w jakich produktach mogą występować mutacje transgeniczne ;)

    OdpowiedzUsuń

Mile widziane komentarze. Można komentować jako Anonimowy, jednak miło by mi było, gdyby osoby komentujące zostawiały chociaż nick lub inicjały, albo same imiona :) Można to zrobić wybierając rozszerzenie "komentarz jako: Nazwa/adres URL" i wpisując nick w okienko "nazwa" i klikając "Dalej" :)

Wystąpił błąd w tym gadżecie.