piątek, 7 czerwca 2013

Wszystkie dzieci nasze są!!! Czy raczej dzieci-śmieci???? A może: kto pije mleko ten rzyga daleko???!!!

Ostatnio często wracam myślami do czasów mojego dzieciństwa. Nie wiem czy wynika to z faktu, że okres przedszkola i podstawówki był najlepszym okresem mojego życia, a może myślę w ten sposób dlatego, że życie wydawało się wtedy bezproblemowe, cudowne, jedynym problemem było to, czy mama pozwoli mi dłużej poskakać w gumę, albo co kto mi jutro w klasie wpisze do pamiętnika. I jeszcze coś pamiętam... pamiętam piosenkę "Wszystkie dzieci nasze są.." i jak wszyscy śpiewaliśmy ją razem z Majką Jeżowską na jej występach w Szczecińskim Amfiteatrze. Ach to były czasy....


Ale pamiętam  coś jeszcze. Pamiętam, wierzcie mi, naprawdę pamiętam co dawano nam do jedzenia i w przedszkolu i w podstawówce. Owsianka na śniadanie, kawa zbożowa, na obiad mielone, ziemniaki i wielka kupka surówki na talerzu, do tego grochówka, fasolówka, barszcz ukraiński, krupnik, ogórkowa. Do popicia prawdziwy kompot. Na podwieczorek bleeee kisiel, budyń ale często, ba, prawie zawsze były też owoce. A w domu? Jadło się to co było, a że zahaczałam jeszcze o przerażający system kartkowy to jak coś było, jak rodzicom udało się coś uszczknąć, przekombinować to było. Jak mama zagadała z panią Zosią z mięsnego, wypiła z nią kubek czarnej kawy z dolewką i wypaliła paczkę papierosów to i schab się dla nas znalazł. Zawsze natomiast w domu były warzywa. Bo była działka, na której rodzice spędzali większość swojego wolnego czasu. Była sałata, rzodkiewka, szczypior, pomidory, ogórki, fasola szparagowa, cukinia, agrest, czarna i czerwona porzeczka, orzechy laskowe, śliwki, jabłka, gruszki, bób ahhhhhh wszystkiego w bród. Z resztą rodzice nadal korzystają z dobrodziejstw działki. Letnie wieczory zawsze kojarzyły mi się z koktajlem z kwaśnego mleka i porzeczek z działki - istna bomba probiotyczna i do tego jaka pyszna. Na kolację był garnek fasoli szparagowej- dosłownie garnek fasoli. Bez mięsa. W niedzielę było ciasto. U mnie nigdy z cukierni. Mama uważała ciasta z cukierni za profanację. Zawsze sama piekła. Ach mamusiu dziękuję Ci za placek drożdżowy z owocami. Najlepsze ciacho jakie w życiu jadłam. W szkole było i drugie śniadanie na stołówce i później 2-daniowy obiad. Wszystko zawsze robione na bieżąco. Dzieci przynosiły do szkoły na przekąski owoce w woreczkach- ja np zawsze miałam obrane i pokrojone jabłko. Nie jajko z niespodzianką, czy batonik ale jabłuszko. No czasem zdarzała się gorzka czekolada. Na pólkach sklepowych nie było przepychu. Nie było w czym wybierać, nie było zbyt wiele reklam a mydełka Fa przecież nikt nie zje. I mimo iż każdy miał tyle ile sobie nakombinował i ile udało mu się uszczknąć tyle jadł. Mówiono, że niedożywienie nie występowało, ale w tamtych czasach mówiono wiele rzeczy niezgodnych z prawdą. Więc tą kwestie pozostawię do rozstrzygnięcia starszemu pokoleniu -pokoleniu naszych rodziców bo oni te czasy pamiętają najlepiej.
Z czasem pojawiły się cuda wianki, dzikie węże. Dziś mamy nadal stołówki w szkołach i przedszkolach zarówno publicznych jaki prywatnych. Ale oprócz stołówek mamy jeszcze cuda technologiczne w kolorowych opakowaniach na półeczkach sklepowych. I tak oto ten koktajl z kwaśnego mleka i owoców z działki zastępuje się kolorowym jogurcikiem ze skrobią modyfikowaną, cukrem , konserwowanym owocami  "trzeciego" gatunku, barwnikami i wzmacniaczami smaku. Przekąska pt. jabłuszko w woreczku zastąpiona jest chrupkami, lub batonikiem. Najłatwiejszym sposobem podsumowania aktualnej, tragicznej według mnie sytuacji jest stanąć w kolejce do kasy w supermarkecie za mamą z dzieckiem, robiącą tygodniowe zakupy. Wystarczy spojrzeć co wkłada na taśmę? Cukierki, czekoladki, jajka niespodzianki, jogurciki smakowe, masło orzechowe, płatki kukurydziane ze "śnieżną pierzynką" z cukru, barwnikami i aromatami, chrupki (nawet te proste kukurydziane podnoszą glukozę do tego przypominam że większość kukurydzy pochodzi z upraw genetycznie modyfikowanych), kolorowe soczki "bez konserwantów i sztucznych dodatków" a  w składzie woda, cukier, skoncentrowany sok, kwasek cytrynowy, barwnik naturalny ( a to czego najwięcej jest zawsze na początku składu), pizze mrożone, a na koniec mama się "rzuciła" i kupilła truskawki. Ach ta mama, szkoda tylko, że mama widzi duże truskawki i nie zdaje sobie sprawy, że mimo że pięknie wyglądają i są pięknie zapakowane to pochodzą z Hiszpanii, gdzie pędzone najpierw na sztucznych nawozach, uprawiane szklarniowo i pryskane codziennie herbicydami, następnie pakowane i pryskane masą konserwantów by przetrwać podróż do Polski w końcu trafiają na stół tej mamy, bo jak to mówią "matka dzieciom". Cóż chciała dobrze, a że nie wiedziała... trudno żeby w natłoku spraw wiedziała, lub miała czas się zastanawiać.
Mały eksperyment- następnym razem jak przechodzicie obok McDonalda zajrzyjcie ile w środku siedzi dzieciaków?
Do tego jeszcze te akcje i kampanie społeczne pt."Pij mleko będziesz wielki". Moi drodzy! Nic bardziej mylnego. Weźmy pod uwagę kilka faktów. Aktualnie można kupić jedynie mleko wysokopasteryzowane (kiedyś było tylko pasteryzowane) lub UHT czyli sterylizowane. Wysoka temperatura tych procesów pozbawia mleko części wartości odżywczych. Do tego często mleko zanieczyszczone jest hormonami. Nie zawiera już tyle kwasu foliowego jak kiedyś, bo trawa na której pasą się krowy nie jest już wartościowa. Przyswajalność wapnia z tak przetwarzanego mleka budzi wątpliwości, natomiast obecny jest fosfor, który w zasadzie powoduje odwapinenie kości. Wątpliwy w tak przetwarzanym mleku jest stosunek wapnia do fosforu. Do tego wielu ludzi cierpi na alergię na białko mleka krowiego i wiele osób cierpi na nietolerancję laktozy. Ja jestem więc za kampanią pt. "Kto pije mleko, ten rzyga daleko!!!"- nie mylić z produktami przetwórstwa mleczarskiego , takim jak kefir, maślanka, twaróg, masło czy jogurt naturalny, bo te mają znaczenie prozdrowotne. Ale samo mleko????
Czas na podsumowanie i małe wytłumaczenie, co natchnęło mnie do napisania tego artykułu. Po pierwsze, niedawno był "Dzień dziecka", do tego jakiś czas temu wrzuciłam na mój blog wykład Jamiego Olivera na TED, wykład o ukrytym w żywności cukrze (http://www.ted.com/talks/lang/pl/jamie_oliver.html). Natchnęła mnie też nagłośniona jakiś czas temu przez media afera, w której to jedna z fundacji odnalazła jakiś gigantyczny odsetek dzieci w Polsce, które są niedożywione. I tu cała puenta. Droga Fundacjo! Drogi Czytelniku! Kiedyś za czasów żywności na kartki i wcześniejszych czasów postkomunistycznych dzieci bywały niedożywione, bo bywały. Dzisiaj dzieci nie są nie-do-żywione a nie-od-żywione i tu fundacja popełniła wielki błąd. Aktualnie mamy wszystko. Owszem, nadal są ludzie biedni ale są przecież programy żywieniowe, jest pomoc społeczna. Nie można powiedzieć, że dziś mamy więcej dzieci niedożywionych niż kiedyś, bo jest to niezgodne z rzeczywistością. Dzisiaj mamy problem innej natury- mamy dzieci przejedzone ale nie-od-żywione. I jak tak sobie porównuję, co kiedyś jadły dzieci, a co jedzą teraz, to myślę, że może i te posiłki kiedyś nie były do końca zdrowe i do końca przemyślane, bo przecież używano smalcu, odsmażano potrawy na odgrzewanym oleju, zapychano dzieci kisielem i budyniem, ale kiedyś rodzice starali się uszczknąć dla tych dzieci to co najlepsze. Jak tylko mogli starali się by dzieci zjadły coś pożywnego. Nawet w szkołach organizowano te jadłospisy tak, by z tego co było dostępne, złożyć coś dobrego. A dziś? Dziś daje się dzieciakom dosłownie wszystko, wszytko by zaspokoić ich apetyt, a nie głód, by zaspokoić ich odczucie przyjemności, a nie potrzeby zdrowotne, by zagłuszyć czymś słodkim nasze sumienie, że nie mamy dla dzieci czasu. Do tego jadłospisy konstruuje się na podstawie kombinacji wszystkiego co jest. Ostatnio korygowałam miesięczny jadłospis jednego z warszawskich przedszkoli, bo jadłospis stworzony przez jedną z bardziej renomowanych warszawskich poradni dietetycznych wołał o pomstę do nieba!!! Tuńczyk z puszki, znikoma ilość owoców, herbata z cukrem, galaretka owocowa, masło orzechowe, PARÓWKI!!!! Tak więc jak widać kiedyś mieliśmy czasy, kiedy dorośli mimo tego że nic nie było starali się żyć wg zasady: "Wszystkie dzieci nasze są", dziś przypomina to bardziej hasło: "Dzieci śmieci" albo raczej "Dzieci kosze na śmieci". Rodzice nie dajcie zaśmiecić własnych dzieci. W końcu to Wasze największe skarby!!! I pamiętajcie, coś co jest pięknie zapakowane, przetworzone, ma powymieniany szereg witamin i samo krzyczy prosto w twarz jakie jest zdrowe i wspaniałe, niestety takie nie jest. Żywność ponad produkt!!!
Przy okazji pozdrawiam wszystkich kolegów i koleżanki z przedszkola (może mnie jeszcze ktoś pamięta) i podstawówki (tu na pewno parę osób mnie pamięta)!!!!! I jeszcze Panią kierowniczkę stołówki, która dużo krzyczała, ale miała wielkie serce!!!

2 komentarze:

  1. Truskawki i w PL są spod folii, bo inaczej nie byłoby tak dużo i tak wcześnie, a herbicydami nie pryska się codziennie - zboczenie zawodowe.
    Mleko to niemal podstawa odżywania mojej rodziny - tak lubimy, jesteśmy zdrowi i się nie łamiemy z braku wapnia.
    Poza tym z grubsza się zgadzam.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety z truskawkami tak bywa. Trudno dostać te "prawdziwe", może z działki. Truskawki np aktualnie w Lidlu są z Hiszpanii, długo jechały, tez pewnie ytrzeba było je czymś konserwować, mowa o tych nie sezonowych. Herbicydami nie pryska sie codziennie ale zbiera dość szybko po opryskiwaniu, też wiem to z doświadczenia i widziałam to na własne oczy. Co do mleka to też różnie bywa, ja dużo nie piłam ani serów nie połykałam i też się nie łamię, znam osobę która w zyciu nie wypiła kropli mleka krowiego i też się nie łamie, a na przykład w UK słynącym jak o jeden z krajów o największym spożyciu mleka występuje jednocześnie największy procent zachorowań na osteoporozę. Można debatować. Myślę że jak wiele badań tak wiele teorii. Warto po prostu być czujnym, w szczególności co do składu i pochodzenia produktu.

      Usuń

Mile widziane komentarze. Można komentować jako Anonimowy, jednak miło by mi było, gdyby osoby komentujące zostawiały chociaż nick lub inicjały, albo same imiona :) Można to zrobić wybierając rozszerzenie "komentarz jako: Nazwa/adres URL" i wpisując nick w okienko "nazwa" i klikając "Dalej" :)

Wystąpił błąd w tym gadżecie.